str. głównaMALARSTWO & RYSUNEKgaleria 0galeria 1galeria 2 ZDJĘCIAgaleriaTEKSTYjest-liryczniewierszehistorie ***O AUTORCEcodziennaw swoich oczach okiem aparatu twoimi oczami: mk120988@op.pl***KSIEGA GOŚCI |
Wiersze![]() ![]() Życie bez miłości jest jak akwarium bez wody ![]()
(01. 02. 2008r.)
połóż z powrotem na stole, nie bój się, nie jadam dłoni czasem gryzę. nie pomagaj. lubię tylko typy długosmukłopalczaste. spod stołu wydajesz się monumentalny. grecki posąg w mojej małej kuchni. niestabilna kolumna go nie podeprze. złocenia zczernieją i odprysną zakolami serdecznymi wyłysiejesz w pusty blat. mówiłam, że nie jadam dłoni? kłamałam. głód wymusza odstępstwa od normy. ![]()
(06. 08. 2004r./19. 12. 2007)
masz rację, jesteśmy o niczym stara książka w której wszystkie słowa spłowiały okład-ka jest zawsze lepsza niż mokry papier czas krajany zagięciami łokci i kolan w ćwiartki zegara i o smaku szarlotki ulotność wykrochmalonych wiatrem firan też mówi o nas zym czystym domu słodko-gorzki smak oddechu za uchem leżąc głowa w głowę, główka w główkę z nutami w pięcioliniach palców, w pieśniach o dłoniach pomiędzy rewersami światła l e ż y m y i to jest wszystko na co nas stać, gdy pustki w portfelu, kieszeniach, półkulach portfel świecił pustkami kiedy pod naszym nieuczesanym niebem pościelowym narodził się świat. ![]()
(16. 06. 07.)
uczymy się gry na emo-cjach jak rozstrajania instrumentów zanieś to, przynieś to, pożycz, daj niczego od ciebie nie chcę tylko pozwól mi patrzeć na siebie Lepiej Mi Samej, to nie to samo co sms ale można się przyzwyczaić w sreberku po czekoladzie, w samym jądrze bezpieczeństwa nie mogę nasycić się smakiem powietrza ![]()
(16. 06. 07.)
mlecznosenni z nagimi ramionami budzik rozdarł zasłony oddzielam twoje nieruchome rzęsy a ty przez sen szeleścisz zasłonami powiek, kiedy dopinam ci kończę już, już kończę - ostatnie guziki stawiam kołnierz z basztą szyi powiedziałabym: wróć kiedyś ale przecież nauczyłeś mnie tylko języka kubków smakowych linii papilarnych rzęs ![]()
(16. 06. 07.)
"Z autobusu" tłumaczę nas Brailem wystukując młoteczkami palców wzdłuż nieswoich linii papilarnych strata barwy głosu nie swędzi, kiedy zyskujesz o ton ciemniejszą - warg czasem myślę czy to nie żal, ja taka śpiąca i ty zaspany nie mamy osobnych snów, małe palce zrośnięte splotem - gniazdem, osobnych snów nie mamy ![]()
(16. 06. 07.)
mierzymy przestrzń rozpięci na szerokość ramion to niedokończona robótka na drutach - dwa oczka lewe, dwa prawe dziwnym ściegiem biegniemy ruchem przeciwnym związkom na odległość jutro znów nieopisany dźwięk obcasów bo zwykłeś chadzać boso moje żebra i wargi sterczą wypukło z głodu ![]()
(31. 05. 07.)
"W syntetycznej formie, bo nie ma ucieczki przed formą" przełykam kwadranse opornie jak kawałki niedobrego ciasta wyprana z morału przyciskam wargi do kolan samotność bieli mi ściany żeby złudzenie optyczne zadziałało - było bardziej pusto klasycyzm syntetycznych form nie ma tu miejsca na staroświecki mimetyzm łzy opływowe w swym kształcie skapują w tandetną fontannę po nieudolnie zagiętych zalotką rzęsach, poramach bladych ramion w rozmiękłe dłonie ![]()
(31. 05. 07.)
"Ordinary day" być może nie odkryję dzisiaj sensu świata nie przypomnę sobie w którą stronę obraca się Ziemia nie uratuję nikomu życia ani nawet nie podam godziny nie odkryję ósmego cudu świata ani nawet szóstego i siódmego zmysłu chcę tylko przed zgaśnięciem migającej żarówki powiedzieć: warto było wstać ![]()
(31. 05. 07.)
"Studium rozpaczy" nie umiem powiedzieć słowem rękoma także nie - boję się wielkich przestrzeni istnieję oczami kadrującymi obrazy do ram okiennych nie widzisz mnie za dnia, bo jestem nie-ma nocą przekrzykuję echem obcasów całe aleje pustych latarni rozmazaną na wargach czerwienią kaleczę szklarnie na tulipany wypełnione winem nie wracam skazana na banicję modlę się o szybkie i bezbolesne odpuszczenie win o odebranie mi dwukomorowego nowotworu serca albo o cofnięcie dramatu do pierwszego aktu i zakończenia tragedii - bo brak profesjonalnych aktorów ![]()
(31. 05. 07.)
"Władcy rękawiczek" zazdroszczę czasem władcom rękawiczek zmieniającym podmioty rodzaju żeńskiego u paska od spodni jak kolorowe breloczki nonszalancja ich dowcipu strąca pióra z kapeluszy dam i majtek dziwek zazdroszczę bo choć poszewki od poduszek poprzebijane mają kobiecymi paznokciami z dołkami po sutkach nie tęsknią nie płaczą nie kochają codziennie w innej knajpie w ogóle niezużyci nienaganni ![]()
(?. 05. 07.)
głuchy zegar odlicza kwadranse stary fortepian - martwe zwierzę zastygł z rozwartą paszczą pomiędzy spróchniałymi zębami swe melodie wyświstuje wiatr (wiem, banał, że aż łza się w oku kręci z litości nad tą ckliwością :] ale to miejsce było tak magiczne, że chciałam je utrwalić, choćby w wierszu) ![]()
(23. 06. 06.)
twoje ciche mruczenie skrzypi mi jeszcze pod stopami jeszcze odsuwam twoje dłonie od moich nadgarstków rozdzielam słowa włosy dźwięki ciężko uwolnić się od poczucia lęku winy nie-bycia a przecież chcesz tylko wziąć mnie za rękę ![]()
(22. 06. 06.)
na cichą podłogę opadam boleśnie trę suche gardło językiem trzęsące się dłonie żebrają o kawałek chleba jeszcze wbijam paznokcie pod sklepienie żeber na całe gardło krzyczę głodem z ust wyrywam ostatnie oddechy werdykt wagi łazienkowej cierpnie na wysuszonej skórze stóp ********************
mój drogi
nachalność mam wypisaną na czole i we wszystkich dokumentach (determinowana wyżerającą samotnością nie jest zbyt reprezentatywna) tylko siebie nie jestem zbyt pewna bo nie wierzę w metryki
"my, ludzie brzydcy"
wstydzimy się pięknych gestów wyświechtani całkowicie z poczucia własnej wartości zgniatamy w dłoniach dni i ciskamy nimi w niebo jako reklamację do Boga podpalamy stosy wytartych masek narzekając na heretyków gdy umieramy - wszyscy płaczą z ulgą ********************
(04. 01. 06.)
już nie wiem czy to mocz pluska do basenów czy łzy rozbijają się twardo o szpitalną posadzkę kobieta Picassa podaje chusteczkę świat tak zgeometryzowany że nie rozróżniam płaczącej i guerniki - to samo cierpienie ![]()
(04. 01. 06.)
w popielniczce wieczoru dogasają sny mówią: jesteście przecież w kwiecie wieku ale ten kwiat ma czarne płatki, połamaną barwę przedłużam swoje linie papilarne o Twoje żywe rzęsy - drżą z przerażenia przed jutrem dziś maluję Ci złotą temperą wielką aureolę nad orzechem główki ![]()
(21. 11. 05)
"wunschtraum" obrabiam ociekający tłuszcz przewracając się na patelni dnia wulgarna skóra uparcie pokrywa tkanki przyrządzam siebie powoli wytrwale w skupieniu redukując ilość przypraw w formie duszy i innych zbędnych tworów będę surowa - decyduję nie lubię rozgotowanych warzyw ![]()
(21. 11. 05)
"Moda" w najnowszym żurnalu dołączają Kate Moss z krwi i kości [a może samych kości? nie pamiętam] w osobnej torebeczce nie martw się, nie zepsuje się - kości zakonserwowane octem trzymają się długo do 30. roku życia w stanie półpłynnym [może skruszałym?] zbulwersowana ociekającym tłuszczem ciałem wygryzam jej w udach dwa centymetry ![]()
(21. 11. 05)
jestem twoją Wenus z papierosem między wskazującym a serdecznym brzemienne zmęczeniem oczy szpecą moją twarz spójrz chylę ku tobie spękane wargi niepokryte jeszcze werniksem podpita terpentyną trochę majaczę ![]()
(21. 11. 05)
"pauza" zakręcam świat jak kurek zepsutego kranu bo wyciekać zaczęła czarna farba wstrzymuję karuzele i huśtawki liście na wietrze i spływające krople deszczu zastygają w bezruchu zastygam z twoją martwą ręką pomiędzy ciałem a sukienką ![]()
naga prawda wije się wokół ciebie
gdy napastujesz ją wzrokiem - syczy ze zniecierpliwienia prowokacyjnie rozkłada dłonie i uda tak anormalnie w pozycji wrzenia wyginamy się do braku tchu zmęczeni zasypiamy w nieswoich ramionach ![]()
(21. 11. 05)
zanurza palce w suchej ślinie naoliwia zatęchłe stawy - działa - pełznie dalej ![]()
(21. 11. 05) czasem najprostszym lekarstwem jest brak lekarstwa trzymam więc swoje niewidzialne placebo na dnie pustego żołądka ![]()
(21. 11. 05) "moje miejsca" co rano wertuję ciało w poszukiwaniu oznak otyłości co wieczór weryfikuję rzetelność wagi łazienkowej mój żołądek to dzielnica głodu lodówka - umiejscowienie piekła ![]()
(21. 11. 05) "aeroterapia" karmię się powietrzem bo to niskokaloryczne i można jeść w dużych ilościach na całe gardło krzyczę głodem dymię oddechem - wiem jesteś niesprzyzwyczajony do zapachu acetonu ![]()
(04. 11. 05) zakradam się czasem okruszkami palców stąpając po grubej posadzce piję ambrozję octu zaczepiam językiem o musztardę zapach czekolady wdycham aż przeniknie skórę na wylot usta maczam w miodzie odchodzę myślą błogą nasycona że nie zgrzeszyłam dziś
![]()
(04. 11. 05)
(Tracę Cię, odchodzę, choć Ty jeszcze nic o tym nie wiesz) twarda chwila przekłuła giętki narząd wewnętrzny napuchnięty już nazbyt chrząsnęło gładko wyrazem dźwiękonaśladowczym to było jedyne słowo ![]()
(09. 10. 2004r.)
gdyby Bóg chciał żebyśmy patrzyli bez słów na otaczający nas świat - postawiłby nas na jakiejś chmurce przed szybą i pozwolił patrzeć Ale on wyciął nas z chmur i wkleił po to byśmy przesunęli choć jedno ziarenko piasku ![]()
(08. 10. 05r.)
ostatni twój oddech mgłą uleciał kopertę dłoni wysłałeś do nieba lub wyżej ustało serca bicie czas rozmył ci świat pod powieką ![]()
(02. 10. 05r.)
kruki twoich włosów mają gładkie dzioby najpiękniej śpiewają o wolności ![]()
(20. 07. 05r.)
tak banalnie: "bez ciebie" przezroczyste ciemności tęsknoty zwisają koralami kropli na napiętej twarzy drżę jeszcze rozgryzionym pocałunkiem choć skóra zamarła już z bezdotyku ![]()
(20. 07. 05r.)
gdy po raz pierwszy otworzyłam oczy pod misą twojego uśmiechu ptaki powietrzne zataczały kręgi ponad aureolą wszechświata łodygę szyi zgięłam wpół pod świerszczami dłoni i usta jak płatki maku rozwarłam by rozmazać kalejdoskop świata pod okiem ![]()
(20. 07. 05r.)
"kiedyś" stoimy przed spragnionymi lustrami napajając ich niewidzące oczy plamą jasnych ciał ciut wykruszeni i zwiędnięci odrodzeni w złotych pocałunkach wargach wiosennej pościeli dreszcze spod łóżka pukają ze zniecierpliwienia lampka oblizuje ciepłą jeszcze żarówkę ![]()
(20. 07. 05r.)
"moment" przeleciał ponad głową radosny śmiech włosy ścięte wskazówką zegara zamknęłam ci oczy w skrzynce ciasnej i ciemnej ciebie całego w jednym kadrze fotografii ![]()
(20. 07. 05r.)
"zabawa" pod stołem nocy bawimy się okruchami gwiazd kalecząc stopy przeszłości i przedsionki serca przetarte twarze o smaku powietrza patrzą bez-czuciowo w zastygłe źrenice patrzę patrzę nie widzę haczyki słońca rozdzierają ciemność noc już rozcięta lotem ćmy ![]()
(20. 07. 05r.)
"tęsknota...?" oddech wyrwany ze skrzydłem - czyste pierze z poduszki potoczył się ciężko po podłodze ten ruch zakrywa mi oczy dopóki nie zgubi się z sękach starego drewna wciąż nieudolnie maluję ciebie na bezkształtnych od bezsenności powiekach ![]()
(20. 07. 05r.)
"(twoje) usta" górna warga jest wyrazistsza to ta rozważna mówi o gwiazdach i pyle nocy pomarańczach planet i dojrzałym słońcu dolny brzeg ust - miękki len rozmyty w senne babie lato zardzewiałe zęby kłapią wciąż mądrością ![]()
(20. 07. 05r.)
"krzyk-wrzask" łuk twego oddechu znajduje dziś echo na mojej poduszce - kształtne obłoki zdyszanego powietrza spocone ściany spływają farbą w lepkim podniebieniu pokoju śnimy ustami mówimy dłońmi rozleniwione szepty budzą się do wrzasku cienie powiek wbite w sufit i kto przyszyje nam niebo rozdarte do czubków nosów wścibskich? ![]()
(20. 07. 05r.)
przebiegłeś po wspomnień zamkniętych powiekach rozbryzgując na boki iluzje tnąc łatwowierną przestrzeń na nowo tkwisz zielenią w oku cyklopa księżyca ![]()
(20. 07. 05r.)
dreszcze zbiegły wraz ze mną ze schodów czekamy razem na szepty palców jak ziarno rzucone na klamkę ![]()
(14. 07. 05r.)
głodna gryzę każdą ciszy minutę nieme ściany drżą pod oddechem zbielałe ze strachu przed samotnością zwieszam przydługą łodygę makówkę głowy w dłonie chowam niewinność ścian przenika wnętrzności aż do egoizmu ![]()
(10. 07. 05r.)
dziś skradam się cicho mrużąc oczy żaluzją przy każdym promieniu poranka wyczekuję krzesłem na usta nieprzyuczone do punktualności ![]()
(14. 06. 05r.)
wciąż kształtem przypalona ograniczona wagą konturu czemu myślą nieprzestrzenną być nie mogę? ![]()
(12. 06. 05r.)
naucz mnie dotyk wydobywać z bloków marmuru miękkie czucie lepić z uległej gliny naucz mnie patrzeć oczami posągów oddychać w nich będąc poza nimi ![]()
(12. 06. 05r.)
służką światła jestem niemą na łasce muzy kapryśnej żyjącą zaklinam kolory i przezroczystości niedopowiedzenia domalowuję dotyk do dwóch postaci samotnych naprawiam świat póki pędzel się nie złamie ![]()
lunatyczką życia
nazwana nierealną mgłą z oczami krajobrazu - bagna wspomnień - odrywając od siebie przestrzeń próbuję pobudzić rytm myśli ![]() smakując uszami melodię przecinam nuty w obręcze dźwięku pękłam struną ![]()
"epitafium"
z zasuszonym bukietem dłoni splecionych skrzypce ud z zamkniętą ostatnią nutą życie to takie krótkie słowo ![]()
(21. 05. 05r.)
mlecze przywdziały białe suknie napuszone mają brzuchy brzemienne jak ja zamknięta jestem w oczach świata cichy jęk urodziłam własny cień - martwe dziecko ![]()
(21. 05. 05r.)
"przemiana w kobietę" ściska mnie w środku bo dziecko martwe noszę w sobie a brzuch wciąż płaski ciasno ![]()
(21. 05. 05r.)
jestem aniołem drewnianym zawieszonym na cienkiej nitce u sufitu a myślę że to już niebo ![]()
(21. 05. 05r.)
rozciągnięte mam ciało i myśli do długości dźwięku i zapachu zakurzonej ciszy wygięta w dziwne nuty brzmię nocą ![]()
(21. 05. 05r.)
rozpostarta krzyżem leżę przed ołtarzem słońca chwytam za nogi drzewa ściskam za gardła kwiaty w modlitwę zmieniona - martwym ptakiem ![]()
(21. 05. 05r.)
dziś moje kruche sny zejdą pająkiem po białej ścianie a ja zasnę czysta i wolna od myśli obudzę się już pusta ![]()
(21. 05. 05r.)
chwyciłam noc za brzegi nakrywając nią głowę ścisnęłam otwarty świat do kształtu punktu by mieć jak najmniej pustej przestrzeni wokół ![]()
(21. 05. 05r.)
patrzę przez swoje okna jak opadają ze mnie liście z miedzianej misy księżyca sypie się złoty piach naginam wspomnienia do kształtu pragnień dotykam zasuszonych warg ![]()
(13. 05. 05r.)
patrząc w jeden punkt zapadam się w przestrzeń i fotel pode mną nieśmiałe łyse kości wystają ze mnie jak środek miękkości stwardniały wywinięty na wierzch ![]()
(13. 05. 05r.)
"czekam" a mi się tylko czas osadza na dzikich rzęsach tylko odciskam się śladami niemego oddechu na szybie ![]()
(13. 05. 05r.)
jestem myślą nagą do bólu siedzącą na parapecie ponad krawędzią oddechu miasta ptakiem wolności rozpiętym pomiędzy palcami świata jestem? ![]()
(13. 05. 05r.)
strzałę krzyku wysyłam w przestrzeń tłucze się oddech o ściany lasu jak ptak uwięziony we własne pióra ![]()
(07. 05. 05r.)
nie mam oczu tylko dwie studnie głębokie czasem w kamienie zaklęte nie mam ust tylko dwa płatki maku tęskniące gryzące przestrzeń z głodu nie mam włosów tylko leniwe struny ciszy - każdy ból przekuwa je w dźwięk nie mam rąk stóp powietrza i tylko myśli na kszatłt mgły nad wodą tworzą mnie całą ![]()
(29. 04. 05r.)
pełzam niezgrabnie zaganiając dzikie myśli w zagłębienie między piersiami usta mruczą niezrozumiałe nuty oczy wiją się by osiąść na podłodze przyklejam się posłusznie do zimnej szyby przekleństwo kreśli mi znaki na ciele ![]()
(29. 04. 05r.)
zastygła noc nietoperzem rozwieszonym na dachach chronieni obręczą ramion wysuwaliśmy westchnienia czas trzeszczał pod ustami mnie tam już nie było łamałam gałęzie snów lub przez smak warg wysysana plamiłam cicho brzeg powietrza zapachem rozgryzionego marzenia ![]()
(29. 04. 05r.)
powstałam na krótko by dotknąć końcówką języka słowa by mogły klaskać nade mną pocałunki by płuca nauczyły się pulsować bez powietrza upadłam - przecięta trzepotem powiek tego dnia kiedy zobaczyłam Ciebie już zawsze od tyłu ![]()
(22. 04. 05r.)
"nie lubię zmian" trzymam się kurczowo ramionami paznokciami by nikt nie wyrwał mi mnie przywiązuję mocnym supłem włosy i myśli do nieba - by nie dryfować w przestrzeni chcę być już tylko swoja
![]()
(22. 04. 05r.)
jestem opętana gdy ściekam namiętnością po cichej lustra twarzy gdy gryzę myśli do bólu i gdy oddzieram ostatnią rzęsę jestem tylko ciężkim oddechem wyrwanym ze środka nocy ![]()
(22. 04. 05r.)
"dlaczego" bo mi nie drżały dłonie gdy pierwszy promień dotyku kąsał mnie radośnie nie krwawiły usta namiętnością tylko zwykłą krwią żałosną bo nie dla mnie były słowa nie dla ciebie mój świat nieidealny niegeometryczny poplątany bałagan uśmiechów i westchnień - nicnieznaczący okruch w rękach wariatki ![]()
(12. 04. 05r.)
wyrywam głosy włosów opętana jak ćma dnia plączę się w ciasnym szaleństwie osuwam się bezwładnie tknięta ciężarem wolności przyklejam się do szyb ścian podłogi -- za dużo mnie tutaj upadłam zwariowałam naga zostałam rozświetloną kroplą w sercu nocy ![]() ![]()
(10. 04. 05r.)
opadam powieką i słowem kamiennym stygnę w bezdechu myśli a tak chciałabym ucałowana przez świst wiatru szybować pyłem w bezgwiezdną noc ![]()
(10. 04. 05r.)
dotykam powietrzem końcówek twoich rzęs gładzę dłońmi niewidzialną przestrzeń bo jesteś po drugiej stronie zagarniam chciwie milczenie oczu napięte jak moich włosów struny całuję po czole ciszę ![]() ![]()
(04. 04. 05r.)
rozedrgane oddechy bezdomnych pozwijane jęki cierpišcych schowane pod powieką dnia kulą się wrastają w niebo słonš modlitwą a Ojciec siedzi ponad dźwiękiem i strzępem nieba - błyska słońcem ![]()
(02. 04. 05r.)
zimne dłonie nocy szlifują moje ciało nadają kształt ustom włosom całują piersi gwieździście księżyc rozkłada mnie na niebie zdmuchuje z powiek pajęczyny skłębiony mrok przylega szczelnie ciepłym granatem każdego ranka zostawia mnie samą ![]()
(02. 04. 05r.)
kaleczę usta policzki zapachem tamtego lata kiedy w ciasnym upalnym dniu ludzie przylepiali się do siebie a potem roztrzaskiwali się w myśli fruwające oddechy i bańki mydlane ![]()
(02. 04. 05r.;choć raz nie utożsamiam się z peelem :P)
przyspawałam krzykiem obrzydliwą namiętność do suchych cieni na wietrze przywarłam całym ciałem do pnia drzewa by poczuć pieszczotę liści wydechem do pnia napoiłam spragnione oczy wierzby od tamtej pory tętni nienawiścią ![]()
(02. 04. 05r.)
wyczesuję beznamiętnie twoje dłonie z moich włosów wydrapuję chciwymi paznokciami każdą pieczęć pocałunku wypalam kroplami ślady dotyku zostaję nieoszlifowaną bryłą przeciekającą powietrzem ![]()
(02. 04. 05r.)
zmywam spojrzenia gorzkim strumieniem wyrywam włosy jeden po drugim ściągam paznokcie odklejam usta wypijam bez żalu skórę zmieszaną z krwią oddzieram ostatnią rzęsę bez ciebie nie ma mnie powietrze jest takie przezroczyste ![]()
(02. 04. 05r.)
kwiaty dzwonią twoim dotykiem pogniecione cienie owijają mnie coraz szczelniej pająk oddaje oziębły pocałunek drzemię w kurzu zamknięta ![]()
(02. 04. 05r.)
schowałam w pudełku trzepot twoich rzęs zwabiłam podstępnie wszystkie szepty wodzę dłonią delikatnie po dziobach sylab nie zdążyłam zakryć szklanką tych dziwnych skrzydeł do nieba odfrunęły ![]()
(02. 04. 05r.)
krzyk nicości rozciął pazurem noc oczy oślepły usta ochrypły końcem języka dotykam jeszcze świeżych szeptów owijam się dotykiem wyłowionym z powietrza gryzę zastygające w milczeniu dłonie okrutny poranek wbije mi promienie w plecy ![]()
(02. 04. 05r.)
rozsuwam obce dźwięki nie chcę litości myśli wbiegają do mnie z powrotem jęki gasną i ślepną czerwień ciemnieje na wargach i dłoniach bolesna świadomość jutra drąży mnie postradałam zmysły ![]()
(02. 04. 05r.)
biegną mi włosy drgają dłonie przegryzam ciężko godziny i trwam z wystygłym oddechem spragniona pocałunków wypijam ten dzień do dna twarda wieczność przebiega mi po rzęsach ![]()
(02. 04. 05r.)
ocieram policzek o słowo z oddechem napiętym jak struna osadzam się martwym westchnieniem czekam ![]() Wiersze dla mojej przyjaciółki
![]() ![]()
(14. 03. 2005r.)
"płaczę tobą" miało być jak zwykle po spoconym lecie pocałunek jesieni wirowałyby w zachwycie liście jak miedziane usta samotne zwiędło nam lato życie mi się skończyło wraz z pierwszą wspólną kroplą krwi od tamtej pory tylko płaczę tobą ![]() ![]()
(14. 03. 2005r.)
odkąd odeszłaś słońce przylepia się natarczywie zamiast nakreślać smak i zapach wiosny odkąd ciebie nie ma łzy nie stają się śmieszne tuż po ich oślepnięciu odkąd odeszłam zasmakowałam lekkości miała smak pusty jak ten uśmiech ![]()
(14. 03. 2005r.)
schnę w słońcu chciałabym je rozedrzeć na promienie kiedy rozświetla we mnie pustkę napełniona jestem bielą czekam aż ktoś przyszyje niebo do dachów budynków a świat zacieśni się tak że obejmę go dłonią i skruszę ![]()
(14. 03. 2005r.)
"twój krzyk" krzyk tak silny że trwa wrastając w przestrzeń drapiąc gwiazdy i Boga w którego nikt już nie wierzy wstydliwe modlitwy kołaczą do spróchniałych drzew udających jakieś organy w ciałach ludzkich a krawędź twojego zapachu kaleczy mnie po policzku ![]()
(26. 02. 2005r.)
pamiętasz tę rudą zachętę jesieni? okryta w lisie futra skrwawiona od ran po liściach chciała być latem a dziś senne rozmowy zimowe nieśmiałość śniegu nawet nie krzyczy wykrwawiła się już przy jesieni ![]()
(17. 02. 2005r.)
"piąta pora roku" wiosna utkała delikatne zauroczenie lato rozżarzyło malinowo zmysły jesień zmarszczyła wysuszyła serca zima zabrała ostatni skrawek czerwieni czemu nie ma dla nas piątej pory roku? ![]()
(13. 02. 2005r.)
"tak wiele potrafię" potrafię już szeleścić kosmykami smutnych włosów budzić uśpione książki dotykiem obserwować łzy na twarzy napiętej pęcznieć bólem zbyt wielkim dogasać w samotności zmierzchu nie potrafię jeszcze żyć ![]()
(13. 02. 2005r.)
mieć ciebie choć raz bez krzywego spojrzenia zegara bez powietrza zbyt pospiesznie wdychanego żyć tak spokojnie jak łzy delikatnie po sobie spływać i smakować siebie nawzajem tak jak powoli wisienkę zanurza się w czekoladzie ![]()
(24. 01. 2005r.)
"Przepraszam" - dla R. oczy mi zarosły samotnością moje głupie dłonie nie potrafią pisać wierszy rozmazuję się nawet czasem plamiąc cię łzami a kiedy rośnie w tobie blada pustka ja patrzę przez okno bełtając spokojnie herbatę pielęgnuję uparcie brak zrozumienia ![]()
(24. 01. 2005r.)
"spragniona dotyku" przeglądam minione chwile dzwonię na nowo w pocałunkach ukryta w przyciasnych ramionach wydartych ze zdjęcia blaknę i siwieję w oczach mojego dzisiejszego dnia ![]()
(23. 01. 2005r.)
siedzę skręcona w dziwne szyfry by nic ze mnie nie wyparowało bo chcąc przekrzyczeć łzy muszę brzmieć siłą palce powiewają śmiesznie na wietrze kiedy próbuję Ciebie dotknąć już tylko patrzę i czuję ![]()
(23. 01. 2005r.)
"miłość" miłość to dwoje ludzi połączonych ze sobą nie tylko ustami. ![]()
(07. 01. 2005r.)
"brzoskwiniowa niepewność" karmiąc się skórą złudzeń wciąż rozpadam się zsycham w cieniu obok kwitnące brzoskwinie a ja zwisam przesadnie ciszą szeleszcząc pękam po cichu by nie obudzić ich nasion ![]()
(02. 01. 2005r.)
"zwisam pokrętnie" pustka uwiera mnie w pięty zwisam pokrętnie wieszakiem w szafie ciszą porcelany w ustach ślizgam się gładko po swojej skórze spadam i ściekam nocą zaokienną ![]()
(02. 01. 2005r.)
"gryząc łzy" gryząc kawałki nieba dyszysz ciężko przeżuwając mnie kęs za kęsem oddech ci ucieka patrzysz wytrwale muszlami dłoni czuję ich oddech na skórze rozmyty obraz tulisz - dwóch kropli łez spływających po szybie. ![]()
(02. 01. 2005r.)
"dam ci" dam ci nutę czystą jak wzrok poranka odsłonię przezroczyste słuchu zasłony by dotyk mógł cię całować bez poczucia winy by mógł zarosnąć promień bólu oślepnąć krzyk ![]()
(02. 01. 2005r.)
"Brzydki wiersz" Wypływam czernią nad taflą ciemnej wody ze wzrokiem ślepym i suchym z paznokciem złamanym drętwiejące nieme dłonie chwytają odsuwające się kształty ostatnie grudki szaleństwa kruszą się nad moją głową gdy pustka drąży mnie tak namiętnie i wwierca się twardo rozszczepiając ciało uśmiech lepki spocony przykleja się do zmiętego ciała. ![]()
(02. 01. 2005r.)
"Spójrz" - chwilowe bredzenie przeziębionej wariatki z gorączką namaluję ci skowronka z dzióbkiem od czajniczka do herbaty i biedronkę namaluję - będzie miała skrzydła z maku z cichych szeptów powysnuwam błękit nieba nawinę na pędzel kilka żyłek radosnych i twój uśmiech przyozdobi niebo i zakwitną na młodych pędach ciemne róże dojrzałej miłości ciche trawy zaszeleszczą ...sypiąc rosą a ja ścisnę w dłoni pogodę jakbym w niej świat cały zamknęła posypię spękane wargi dróżki garścią wysuszonych łez i rozmażę zapach wiosny gładki a ty wyrzuć bicie zegara Patrz ![]()
(30. 12. 2004r.)
"kropla deszczu" spływam bezwładna jak kropla deszczu przebita brutalnym kantem parapetu śliskimi ustami całując szybę pęcznieję bólem przeciekam bielą. ![]()
(30. 12. 2004r.)
"metalowy jęk rozpaczy" skruszyłam niebo w dłoni pękło dźwięcznie podarte na strzępy zostało milczenie gdy wyciekły ze mnie ostatnie nuty zardzewiałego kłamstwa krzyk dopalił się w okopconym ciele i spłynął pojedynczą łzą bólu na dno metalowej samotności. ![]()
(30. 12. 2004r.)
"twoje wiersze" myśli z ciebie parują słowa pospiesznie tłoczą się na zapisanych kartach papieru marudząc i jęcząc bo płuca im ściskasz a one zanurzone w grymasie nie słyszą nawet swoich ciężkich oddechów. ![]()
(30. 12. 2004r.)
"samotność" drżysz mi kropliście nagością pod przezroczystą skórą skłębiona delikatnie w miękką noc się zamieniasz i w żyłach drzew wciąż oddychasz ich stare kości nawadniając zasypiam dotykając siebie twoimi ustami
![]()
(30. 12. 2004r.)
"moja pomarszczona przyjaciółka" czuję to znowu - samotność słona na ustach zlewa się przejrzyście ale już nie do środka spływa tylko po wilgotnym cieniu "kocham" jej wkładam pomiędzy zdrewniałe kosmyki włosów. ![]()
(04. 12. 2004r.)
brakuje nam słów zastępujemy je dźwiękami o smaku przyjemności i oddechem ciepłych rąk rozgrzewającym powietrze a słowa nadal stoją drżąc zapomniane w magazynie pełnym zamiennych części. ![]()
(04. 12. 2004r.)
"erotyk mleczny" rozlana delikatnie na jego ciele leżała wyciągnięta z tym samym "ou" w oczach jak wtedy kiedy ją nalewał. ![]()
(02. 12. 2004r.)
"ogryziona namiętność" kropla po kropli spływały westchnienia ciche przejrzyście od oczu księżyców aż po poranek gdy słowo "namiętność" palce gryzły. ![]()
(02. 12. 2004r.)
"usta ogryzione z miłości" pod jasną taflą przejrzystym kryształem leżą konary suche splątane - cienie nóg moich rzeźbionych obok ust rozsypanych tak ogryzionych i wyłuskanych z miłości. ![]()
(02. 12. 2004r.)
"kiedyś..." a gdy obrócisz się na pięcie pewnego dnia będę tylko jedną z kobiet w czerwieni z palcami krwiawiącymi namiętnością będziesz mówił o mnie kolegom w zatłoczonym barze pomiędzy jednym, a drugim papierosem. ![]()
(16. 11. 2004r.)
"Modlitwa" O, pozwól spływać radośnie pomiędzy słowem, a ciałem strumieniem bezwładnym i odrętwiałym kiedy już blada jestem od miłości ciężka od westchnień i lekka od bólu ![]()
(16. 11. 2004r.)
"domykam te zwoje ust niedomknięte" pamiętasz te skrzydła porzucone na łące lasów długie ramiona cichy wiatru śpiew przezroczyty przelotem powiek je zamykam domykam te zwoje ust niedomknięte milczeniem by słowa nie kaleczyły delikatnych żył melodii ciszy a dzisiaj na chropowatym murze jesieni obraz ust moich - dwóch liści spękanych ![]()
(15. 11. 2004r.)
"moje 'tak' " układaj mi sny po kolei rozwieszaj szczęście na balkonach porcelanowa cisza czeka i patrzy aż zaczniesz rozpinać gęste fałdy nocy ![]()
(15. 11. 2004r.)
"ogryzki naszych dni" Świat zalała krew nocy - czy to nie wiatr się powiesił na wczorajszej gałęzi? pokropiony dziś dzień został nadzieją przegryzającą pozostały ból lecz choć wiemy tak wiele choć rozchylamy oczy gwiazd brudne życie się snuje pomiędzy ulicami - ogryzki naszych dni niedopałki nocy. ![]()
(05. 11. 2004r.)
wyłapię wszystkie szepty z twych włosów i napiszę ci z ich nut kołysankę ![]()
(05. 11. 2004r.)
"Mój krzyk" Brakuje nam słów rąk lasów pełnych westchnień Krople rosy na policzkach nie drżą już jak dawniej w zachwycie gdy wiszę pomarszczona na sznurku myśląc czy życie cię jeszcze nie wykręciło na lewą strone i z powrotem w marudzący suszony liść się zamieniam. ![]()
(29. 10. 2004r.)
odkryłam co znaczą moje oczy gdy spływam po kuchennej posadzce - czy nie za głośno? wciąż szumię cicho wciąż mnie otwierają zamykają z trzaskiem i idą do kolejnych drzwi. ![]()
(25. 10. 2004r.)
Gdy siedzisz tak ściśnięta do środka z powiekami martwymi z życiem uśpionym w splocie włosów i nie masz siły by podnieść ćmę życia ukryta w niewidzialności bólu wyciągasz brudne ręce po kawałek szczęścia. ![]()
(09. 10. 2004r.)
"Portrait" Ma wielkie puste oczy twarz jasną i przezroczystą ale już bez wyrazu bo zmęczyły ją emocje bo nie potrafi już szukać radości w stłuczonym dzbanku i w kropli deszczu na szybie czas zabrał wspomnienia by nie patrzyła wstecz ona samotna jak latarnia na rogu z dziecinnymi zmarszczkami ma swoje poważne sprawy i cieniem uśmiechu pomiędzy nimi i tylko jej dwie szare łzy skręcone w płynne źrenice mówią jak jej źle lekarz już wydał wyrok - wada wzroku. ![]()
(22. 09. 2004r.)
"By dotrwać do tej chwili - bycia matką" Znajdę siłę by naprawić pęknięte żyły I gdy otworzy oczy pokażę mu łzę księżyca - gwiazdę spadającą. ![]()
(24. 08. 2004r.)
nieśmiała pończoszka nocy skrywająca miękkie rzęsy pod okładką pożółkłej książki smutna topola z obrazem płynącym po tafli jeziora tyle przestrzeni we mnie mogłoby pomieścić wieże z latarniami, mosty, deszczowe ulice a ja wciąż bezdomna ![]()
(06. 08. 2004r.)
Kiedy aniołom brakuje łez wyrywają sobie pióra ze skrzydeł... ![]()
(27. 07. 2004r. - 06.08.2004r.)
Dzień każdy zapełniony po brzegi kolorowymi skrawkami uśmiechów i miękkimi piórami aniołów lecz kiedy noc okrywa świat ciemnym płaszczem widzę odpływ wschodu słońca i tylko pustką świeci fotel samotny - jak ja - pająk tka swą sieć w skupieniu nie słychać zgrzytu wskazówek zegara czas wlecze się jakby żył bez powietrza zagłębiam się w ciszy wspomnień gestów nieuczynionych i słów niewypowiedzianych by wyławiać tamte motyle szczęścia ten oddech wspólny i serce jedno bijące szybkim rytmem stworzone by kochać. ![]()
(13. 06. 2004r., a to o kimś kogo kocham... o biedroneczce...)
To co czuję gdy widzę twą twarz na dnie echem odbija się wołanie twoje w suchej studni zapomnienia To co czuję gdy widzę twe skrzydła wypadające w cierpieniu ciszy z rozpaczy dni minionych i niepewności jutra uśpione życie śpi w splocie twych włosów ręce masz zimne, pogniecione - samotne? niekochane? suche jak drzew kora Gdy widzę jak próbując ratować życie twe nad przepaścią zabijam cię nagłym szarpnięciem zrywając siatkę marzeń To co czuję to strużka delikatna spływająca po mym policzku w księżyca godzinie Gdy widzę twój cień tak ściśnięty do środka i moje ręce zastygłe z bezruchu bezradności Gdy czuję, że przerywam tę nić magiczną od koniuszków twych palców do sklepienia ciemnej, gęstej nocy delikatnym dotykiem jak wiatru powiew To co czuję gdy zabiłam anioła myśli mych i pocieszycielkę mych łez próbując powstrzymać iskierkę małą w twoim bladym ciele wypalam się od środka noc ugiętą pod ciężarem gwiazd chcę schować gdzieś głęboko do szuflady by nie kładła się na twych powiekach i siedzisz skulona ciszy przykryta niewidzialnym płaszczem przędziesz srebrne nuty ciszy wydobyte spomiędzy nocy długich palców w poszukiwaniu ciepła o jeden oddech za dużo poranek otworzy ci oczy wstań skrzydła czekają... ![]()
"Nie mów kocham"
Nie mów "kocham" Póki nie czujesz Że jestem dla Ciebie wszystkim, Myślami, Oddechem, Słońcem, Księżycem, Życiem. Póki nie jesteś gotowy By być przyszytym Do mojego wschodu słońca By dotknąć gwiazd Trzymać w ręku blask księżyca i kawałek nieba. Czy Tobie także ta jasność serce przebija? Dotykam aniołów po kolei Szukając Cię w ich oczach. Okryta w jasne pióra letniej nocy. Nie mów "kocham" Kiedy nie jesteś gotowy By żyć tylko dla mnie I dla mnie umrzeć Kiedy nie jesteś pewien Czy to nasze usta spotkały się Wczorajszego wieczoru Póki nie zobaczysz w lustrze Zmarszczek Póki Twoje oczy nie ujrzą myśli mych Spływających po policzku Póki noc nie będzie naszym sprzymierzeńcem Nie mów "kocham" Jeśli nie zaakceptujesz Płynącego czasu Bo pewnego dnia Obudzisz się z moimi suchymi gałęziami We włosach Będę stara, zmarszczona, złamana Z garścią zmartwień między ramionami W cierpieniu ciszy siedząca Z nutami stuletniej kołysanki w uszach. A krople ciepłego światła świec Będą spływać po mojej jasnej twarzy. Nie mów "kocham" Jeśli to nie na mnie chcesz patrzeć Umierając Odlatując... Trzymać MNIE słabnącą ręką. Gdy ostatni płatek z Ciebie opadnie... I w bólu radości połączymy się W jedną kroplę rosy. A wtedy słońce Przytuli nas do swych rąk Byśmy poczuli smak szczęścia I słodką kroplę łez radości. ![]() Tak bym chciała nie otwierać nigdy już oczu czekać na deszcze i całować rosę spływającą ci po policzku czuć anioły w powietrzu i nie myśleć, o tym, że kiedyś niebo się zawali i spadnie na nasze głowy pełne marzeń I żyję z dnia na dzień obserwując gwiazdy spadające i wschodzące malinowe słońce i każdy szept trawy uważam za dar i każdy cień uśmiechu każde spojrzenie i muśnięcie skrzydłem. ![]()
Anioły ocalały
wszystko czyste tak obmyte deszczem wiosennym liście rwą się do tańca w wietrzny dzień ścieżkami chodzą ludzie nieświadomi wiosny słońce żegna nas przeleciała nadzieja nad błękitnym niebem zostawiając za sobą biały, jasny ślad, niebo płacze z żalu że cię nie ma. ![]()
19. 05. 04r.
Słyszę znów nuty stuletniej kołysanki ktoś cicho puka do spróchniałych, oczekujących drzwi krople ciepłego światła świecy spłynęły po jasnej twarzy rozchylasz ciężkie fałdy gęstej nocy oddzielając księżyc od gwiazd rosną nam skrzydła karminowe i poranek zbliża się nieuchronnie z każdym zgrzytem wskazówki. ![]()
Kapie powoli cisza
przez nocy długie palce księżyc czyta jeszcze bajki a słońce usypia stalowe gwiazdy ktoś pozawieszał na kurtynie połatanej nocy. I znów tylko sowa - mój bury anioł. |